Słowiańskość – współczesne Słowianki opowiadają o swoich początkach

Nasze współczesne zainteresowanie korzeniami i słowiańskością – jak to wszystko się zaczęło? Zapytałam kilka współczesnych Słowianek o ich początki!

Czy zadajecie sobie czasem pytanie: jak to się zaczęło? Jak zaczęliście się interesować słowiańskością? Czy jest to coś nowego w Waszym życiu, a może była w nim od zawsze?

Słowiańskość jednoczy nas, mimo, że każdy z nas miał zupełnie inną historię. Bo do celu prowadzi zawsze więcej niż jedna droga i to jest fascynujące!

Zapytałam kilka bliskich mi Słowianek jak zaczęła się ich słowiańska przygoda i z wypiekami na policzkach czytam ich historie! Każda jest inna, każda tak wyjątkowa!

Zapraszam do lektury!

słowiańskość słowiańskośi kalenarz słowian pogańskie święta początek

Hanna Dola, słowiańska ilustratorka

Zadając sobie pytanie jak zaczęła się moja fascynacja kulturą słowiańską gubię się w poszukiwaniu konkretnego momentu. Muszę podzielić swoje zainteresowanie na dwa etapy. Wczesną ciekawość wypływającą z poznawania baśni i opowiadań zawierających motywy słowiańskie z dzieciństwa oraz ugruntowane, świadome poszukiwania w czasach późniejszych.

Wracając do początku, wychowałam się w małej miejscowości w czasach, kiedy dzieci więcej czasu spędzały na bieganiu po łąkach i lasach niż w domu. Oprócz zdobywania drzew i budowania szałasów miałam jeszcze jedną pasję, mianowicie zawsze lubiłam rysować. W swoich pracach wszystko przedstawiałam na swój sposób. Uwielbiam konie, ale w moich rysunkach występowały w postaci pegazów lub jednorożców. Wyobraźnia sprawiała, że za każdym drzewkiem widziałam wróżkę lub krasnoludka, a w każdej dziedzinie odrobinę magii.

Obrazki, które powstawały zawsze zawierały jakieś elementy nie z tego świata. Pewnego dnia natrafiłam w bibliotece na książkę z rosyjskimi baśniami zawierającą piękne, folkowe ilustracje i przepadłam. Bardzo żałuje, że nie zapamiętałam tytułu. Zakochałam się w tym mistycznym pojmowaniu natury i świata oraz bogactwie magicznych istot! – Choć połowy się bałam. :P Przeróżne stwory, które rysowałam w mojej wersji zawsze były przyjazne. Głównie zafascynowały mnie Rusałki które znały magię, leśne tajemnice no i… te ich bujne zielone włosy, marzyłam o takich.

Zaczarowany świat otworzył się przede mną a moja wyobraźnia rozpalona nowymi bodźcami tworzyła obrazy a ja starałam się możliwie jak najwierniej przenieść je na papier. Niestety wraz z dorastaniem i pędem młodzieńczego życia zagubiłam ten kierunek. Jedynie od czasu do czasu sięgałam po książki z gatunku fantasy z motywami słowiańskimi lub tworzyłam pojedyncze prace głównie na potrzeby zadań w gdyńskim Liceum Plastycznym.

Moją słowiańskość odkryłam na nowo tuż po moich zaręczynach. Próbowałam zrekonstruować, rodowe dzieje mojego męża i pięknego nazwiska Dola, które wkrótce miałam nosić. Jak zawsze w takich opowieściach im dalej w las tym więcej drzew… Linia rodu rozmywa się w mrokach dziejów. Natomiast ja odkryłam bogactwo rodzimej słowiańskiej kultury ponownie i to zupełnie inaczej!

Sama nie wiem jak to się stało, iż do momentu poznania męża nie słyszałam o Doli, która dla Słowian jest tak istotna.

Pełna pasji i nowej energii dałam ponieść się temu tematowi. Chciałam wiedzieć, ile tylko się da, dlatego przeszukałam dostępne źródła historyczne oraz opracowania naukowe. Okazało się że książki, które zgromadziłam w tym czasie, utworzyły dość pokaźną słowiańską biblioteczkę, z której jestem dumna i rozwijam ją nadal. Wiedza zgromadzona w literaturze, utwierdziła mnie, iż bogactwo rodzinnej kultury, jest niewyczerpanym źródłem inspiracji. Postanowiłam zrealizować projekt, rekonstrukcji mitologii słowiańskiej w pracy dyplomowej na studiach graficznych na Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. W efekcie powstał cykl grafik „Panteon Bogów Słowiańskich”, który był moim pierwszym krokiem w artystycznej interpretacji słowiańskiej mitologii. Rozpoczynając działalność artystyczną, miałam przyjemność wystawić moje prace w Grodzisku Owidz, przy okazji poznałam wspaniałych ludzi i wciągnęłam się w temat rekonstrukcji.

Na początku nieśmiało jeździłam na słowiańskie wydarzenia podpatrując grupy rekonstrukcyjne aż w końcu zabrałam się za stworzenie własnego stroju. Teraz z wielką przyjemnością zgłębiam wszystko co wiążę się z życiem, tradycjami i wierzeniami dawnych Słowian przenosząc to w mojej działalności artystycznej. Oprócz rysowania uczę się rzeźbić, szyję, czasami haftuję, tkam. Słowiańska przygoda bardzo mnie rozwija.

Mam potrzebę propagowania rodzimej kultury, ponieważ jest równie tajemnicza co fascynująca a przede wszystkim odnajduję w niej swoją tożsamość. Niezmiernie cieszy mnie, że jest tak wiele wspaniałych osób, które podzielają moje zainteresowania w najróżniejszych dziedzinach pokazując, ile kolorów może mieć słowiański świat. 😊 

Hanię znajdziesz tu: Sklep Dola Art.

Wiktoria Korzeniewska, autorka SlavicBook.pl

Jak to się zaczęło? Hm… Trochę bym zmieniła to pytanie na „jak to wyszło ze mnie?”

Mam wrażenie, że słowiańskość, ludowa wiedza i magiczne myślenie, było we mnie zawsze. Nie wiem właściwie skąd, ale już jako dziecko wiedziałam, że sól chroni przez złem; że jeżeli skrzywdzi się żabę, to zacznie padać deszcz; że jeżeli znajdzie się w domu rozsypane igły, to nie wolno ich dotykać, bo zły urok w nich zaklęty będziesz jeszcze potężniejszy. Wiedziałam też co z takimi igłami należy zrobić, by wypędzić zły czar – ot rozżarzyć na patelni. Znałam także zaklęcia na ból:

„U wilka niech boli, u wiewiórki niech boli, u niedźwiedzia niech boli, a u ciebie niech nic nie boli”.

To wszystko były rzeczy oczywiste. A potem w wieku pięciu czy sześciu lat przeczytałam książkę o przygodach małego domowika. Właśnie wtedy zaczęłam zostawiać miseczki pełne mleka na noc. Albo podrzucać okruchy chleba za kuchenkę (bo piecu w miejskim mieszkaniu raczej nie było). To sprawiło, że  dorośli zainteresowali się tym, co wyprawia ich dziecko. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że istnieje bóg i nie wolno dokarmiać diabła. Posłuchałam.

Wróciłam do słowiańskości po wielu latach. Najpierw drzwi otworzyła mi Dorota Terakowska swoją „Samotnością bogów”. Przeczytałam ją jednym tchem i rozpoczęłam własne poszukiwania naukowe. Do dziś pamiętam w jakim szoku byłam, odkrywając skąd pochodzi masa naszych tradycji, zwyczajów, powiedzeń i świąt. Potem była praca dyplomowa na studiach o elementach słowiańskości we współczesnym świecie i wieczne poszukiwanie tej słowiańskości w codzienności. Jednak nadal byłam sama w swojej pasji. Pożerałam każdą książkę, która miała słowiańskie motywy, jednak nie za bardzo miałam z kim o tej książce porozmawiać.

Myślę, że po części to właśnie naprowadziło mnie na założenie Slavic Booka. Chciałam komuś o tych książkach opowiedzieć. Wystarczyłoby mi dwie lub trzy osoby, które chciałyby tego słuchać. Teraz, po ponad roku istnienia Slavic Booka, tych osób jest ogrom, a słowiańskość po brzegi wypełniła moją codzienność.

Wiktorię znajdziesz tu: SlavicBook.pl

View this post on Instagram

☔️ Czy IG bywa czasem niebezpieczny? Owszem, sama wiem o tym sporo, gdyż zajmuję się nim także zawodowo. Dlatego mam kilka swoich własnych zasad korzystania z IG 📜 a Wy pisaliście do mnie z prośbą, bym się nimi podzieliła. Zatem oto kilka z nich: . 1️⃣ limit czasu na IG ⏱ – można taki ustawić w opcji „twoja aktywność”. I warto ⏰ W tej samej opcji możemy sprawdzić ile czasu spędzamy średnio na IG i czasami ta wiedza może przerazić 😲. . 2️⃣ wyłączenie telefonu przed snem 🛌📵 – odkładam go godzinę lub pół godziny przed tym, jak idę do łóżka ✨🌙 To jest czas dla mnie, już nie dla świata. . 3️⃣ nie śpię z telefonem 😴📵 – tak, tak… Ten pan nie ma wstępu do mojej sypialni 🛌 Leży w salonie na kanapie i… właśnie stamtąd rano woła mnie budzikiem ⏰ Wyleczyło mnie to raz na zawsze z niekończącej się opowieści drzemek. . 4️⃣ internet out 📵📶– wyłączam transfer danych, gdy czytam 📖 lub haftuję. Nie bawię się w walkę z własną ciekawością, gdy słyszę piknięcie powiadomienia, wiem, że ją przegram 🙈. . 5️⃣ nie popadam w skrajności 🤪🤯 – są takie dni, kiedy robię z czegoś relację (Ślęża w ten weekend⛰️) lub kiedy prowadzę z kimś długą rozmowę w PW 📩, nie ucinam wtedy tego, bo czas mi się kończy 🙄 Zatem zdarzają mi się wyjątki i nie mam o to do siebie pretensji. . To kilka moich podstawowych zasad 📜 Jak widzicie, chodzi w nich o bezpieczeństwo przed nałogiem. Jednak pamiętajmy (❗️), że wszystko jest dla ludzi. Instagram też – wiele w nim dobrego 💛 Chipsy też są dobre, ale jak się ich zje za dużo… 🤢 to może być problem. . A teraz mi powiedzcie 😁, po sprawdzeniu opcji „twoja aktywność”, ile Wam średnio wychodzi być tutaj 😅 Oraz czy też macie zasady korzystania z tej aplikacji? ___ #slavicbook #slavicbooks #slavicbookstagram #slavicgirl #pagangirl #slav #slavs #slowianie #slavia #slavicwoman #bookbloger #bookface #booksleeves #słowianie #folklor #slavicmithology #slava #słowianka #slavicbeauty #slavicpower #wianek #forestgreen #forestwitch #instawomen #sława #bookstack #kimmersbooks #shelfie #bookstagramtopasja

A post shared by Wiktoria 🌻 | Zmora Książkowa (@slavicbook) on

Ola Rozmus, autorka „Okrutnika”

Jak zaczęła się moja przygoda ze słowiańskością?

Już jako mała dziewczynka uwielbiałam spacerować po polach, siedzieć na stogu siana i podziwiać nieustanny krąg życia w przyrodzie. Czułam się wtedy wolna, moja wyobraźnia wręcz eksplodowała od nadmiaru bodźców i rozwijała się w zastraszającym tempie. Do tego mój ojciec często zabierał mnie do lasu, gdzie on jako fotograf dzikiej przyrody spędzał całe dnie i noce, wydaje mi się, że przekazał mi miłość do natury w genach.

Jednak to mojemu mężowi zawdzięczam „wtajemniczenie” mnie w świat pełen mitów, legend i starych zwyczajów. Siedem lat temu po raz pierwszy zabrał mnie na Festiwal Słowian i Wikingów, który odbywa się na Wolinie. I wiecie co? Przepadłam. Tak mnie to pochłonęło, że zapragnęłam zdobyć wiedzę na ten temat i żyć tak by z niej korzystać. W  międzyczasie napisałam też powieść, a właściwie to dwie części, oparte na mitologii słowiańskiej ale osadzone we współczesnych czasach.

Chciałam w ten sposób pokazać, że te wszystkie mity czy legendy nie muszą wcale należeć do przeszłości. One żyją wciąż wśród nas, przynajmniej póki o nich pamiętamy.

Moim apelem jest więc: Nie zapominajmy o tym kim jesteśmy!

Odwiedź Olę na Facebooku.

Anna Jurewicz, autorka serii o Uniwersytecie Łysogórskim

Moja dusza nie mieszka w Polsce. Ja też nie. 

Przez większość mojego życia miałam takie dziwne wrażenie, że coś jest ze mną nie tak. To poczucie, że jestem kompletnie nie na swoim miejscu nie opuszczało mnie niezależnie od tego, gdzie mieszkałam. Wychowałam się w niewielkim powiatowym miasteczku na północy Polski. To dopiero niesamowite miejsce – nasze i nie-nasze jednocześnie. Wyrywane sobie przez historię, jeszcze nie zdążyło się ukorzenić. W tym miasteczku każdy był skądś indziej. Właściwie, po wojnie i tak każdy był skądś indziej, prawda? W Bartoszycach nie ma za bardzo nic ciekawego poza jednym… Przy rondzie, na skarpie stoją dwie kamienne baby: Bartel i Gustebalda. Jedne z najstarszych rzeźb w Polsce. Ustalenie, kto je tam postawił jest zagadką, która inspiruje mnie od wielu lat i być może kiedyś przeczytacie o nich w jednej z moich książek? Nie ulega jednak wątpliwości – jeśli coś jest słowiańskie, to na pewno one. A ja?

Usiłowałam ustalić swoje pochodzenie, ale cztery pokolenia wstecz trop się urywał, a tęsknota w moim sercu nie pozwoliła mi nigdzie poczuć się jak w domu. 

Z północy przeprowadziłam się na Mazowsze – do Warszawy. Tam jest mój nowy dom. Mój dom współczesny. Ale to nie odpowiadało na moje pytanie – gdzie mieszka moja dusza? Kiedy byłam młodsza, postanowiłam, że nie wyprowadzę się z Polski, dopóki jej całej nie zobaczę. Los lubi, jak mu się rzuca takie wyzwania, więc od 7 lat mieszkam we Francji i im dalej jestem od Polski, tym głośniej słyszę jej wołanie. Cały czas tęskniłam – za rodziną, za przyjaciół i za tym czymś… Myślałam, że to ta tęsknota emigranta cały czas pcha mnie do Polski, ale przyjeżdżałam i nadal czułam pustkę. W 2015 roku zaczęłam pisać powieść inspirowaną słowiańskimi wierzeniami. W domu mama często opowiadała mi niesamowite historie – mity, legendy, opowieści. One wszystkie były obce. Piękne, fascynujące, ale nie dotyczyły tego, co gdzieś głęboko determinowało moje jestestwo. 

Rozplątywanie tego, co splotło się w ciasny kłębek historii, domysłów, resztek, było dla mnie niesamowitą przygodą. Im więcej czytałam o Słowianach, o naszej schedzie, tym bardziej czułam, że powoli odnajduję drogę do domu. Do samej siebie. 

Była we mnie potrzeba określenia skąd jestem. Kim jestem. Niekoniecznie w kategorii narodowości, bo po tym, co stało się  Kresami Wschodnimi, trudno mi uważać narodowość za cokolwiek więcej niż ustalenia polityczne. 

Moja rodzina pochodzi zewsząd. Z Wilna, z Grodna, z Zamościa, z Mazowsza. Zaczęłam szukać i w 2018 roku pojechaliśmy na Litwę. Nie spodziewałam się tego, co tam znalazłam. 

Ilekroć sobie przypomnę moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłam Niemen, ogarnia mnie takie samo wzruszenie. 

Szeroka wstęga rzeki przecinała gęsty, nieskończony las. Poza nami na drodze nie było niemal nikogo. Zatrzymaliśmy się w pierwszej lepszej wiosce w okolicy Druskiennik, a kiedy wysiadłam z samochodu nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wiedziałam już gdzie jestem. Zabieram tam moich czytelników w drugim tomie przygód Róży „Ad Astrze”. Pokazuję Wam dom mojej duszy, która okazała się mieszkać na Litwie. Tam, w obliczu nieprzebytych lasów i pustkowi, zrozumiałam, czym jest prawdziwa Cisza i, że Adam Mickiewicz, wiedział jak się czułam. 

Napisał o tym nawet wiersz:

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,

Omijam koralowe ostrowy burzanu.

 

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;

Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi;

Rzeka, Światło

Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi?

To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

 

Stójmy! — Jak cicho! — Słyszę ciągnące żurawie,

Których by nie dościgły źrenice sokoła;

Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

 

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.

W takiej ciszy — tak ucho natężam ciekawie,

Że słyszałbym głos z Litwy. — Jedźmy, nikt nie woła!

Odwiedź Anię na jej blogu: Aniversum.fr

View this post on Instagram

Już z mojego stories wiecie, co ma wspólnego psycholog🙋🏼‍♀️ z prysznicem🚿. Jedną z moich ulubionych rzeczy w psychologii jest posługiwanie się metaforą. To pozwala nam się porozumieć na kompletnie nowym poziomie📈. _______ #instawtorek daje nam dzisiaj możliwość pokazania swojego biznesowego oblicza. Jestem kobietą pracującą, a to są moje pracki; 👩🏼‍💻pracuję jako psycholog online (tutaj: @zrozumiecsie). 📖Piszę książki i prowadzę swoje mikrowydawnictwo. Jeśli chcesz poczytać o przygodach Róży, studentki Uniwersytetu Łysogórskiego – pierwszej w Polsce wyższej uczelni magicznej – to tutaj w bio jest link do darmowego pierwszego rozdziału (@subrosa_powiesc). . 🌹„Sub Rosa” to lekka powieść przygodowo fantastyczna, która zabierze Cię do świata rodzimej magii. . 📦Razem z Wiktorią @slavicbook wymyśliłyśmy i zorganizowałyśmy pierwsze w Polsce słowiańskie pudełko-niespodziankę – @slavicbox , wypełnione po brzegi przedmiotami, które pozwalają połączyć przeszłość i teraźniejszość. Pielęgnujemy nasze korzenie, promujemy wiedzę o przedchrześcijańskich wierzeniach, a wierzcie lub nie, nie są one tak całkiem zapomniane. Do końca kwietnia można zamówić drugą edycję #slavicbox związaną z Nocą Kupły🔥🌸 . 💻Pomagam innym rozkręcać ich blogi, biznesy online, strony i Instagramy. Od niedawna też dzielę się swoim doświadczeniem w publikowaniu książek (bio!) ______________ #pasja #psychologia #paycholog #aniversum #slowianie #slavicbook #slavicmagic #slavicmysterybox #slaviclegens #mysterybox #slowianie #folklore #polskifolklor #polishfolklore #polska #polki #polkinaobczyznie #psycholozka #polka #psychologonline #annajurewiczpsycholog #twojpsycholog #terapia #coaching #coachingonline #motywacja #motywator #wsparcie #kobiecafotoszkoła

A post shared by Cześć, jestem Ania Jurewicz (@aniversumpl) on

Natalia Kościńska, pomysłodawczyni podcastu SłowiańsKości

Pytanie o moje początki jest zwykle jednym z trudniejszych pytań, które dostaję.

Nie doświadczyłam jakiegoś spektakularnego wydarzenia, które ustawiło moje życie – raczej mogę mówić o rozwoju zainteresowań i to od dzieciaka. Moja mama była historyczką i zaraziła mnie swoją pasją. Historia zawsze była moim ulubionym przedmiotem szkolnym – zaraz po języku polskim, oczywiście.  No właśnie, w podstawówce uwielbiałam język polski… i skończyłam polonistykę. Żeby było śmieszniej, to na licencjacie miałam łączony kierunek.

Filologia polska z historią. Cóż. Ewidentnie już od dziecka byłam przeznaczona do zajmowania się słowiańszczyzną ;)

Potem dochodziły kolejne elementy. Piosenka, o której mówię w jednym z odcinków Słowiańskości. Ją można uznać za takie kluczowe wydarzenie, które wpłynęło na moje dalsze losy, ale bez solidnego fundamentu to z pewnością tak by nie zadziałało. Ta piosenka – choć białoruska –  popchnęła mnie w stronę zainteresowania Ukrainą i jej kulturą, dlatego zresztą co jakiś czas spamuję ukraińskimi piosenkami ;) Miałam nawet epizod na filologii ukraińskiej, ale trwało to tylko jeden semestr. Ta ukraińska miłość wynika także z mojego pochodzenia. A właściwie pochodzenia mojej rodziny, która przyjechała na zachód Polski z Kresów Wschodnich. Część moich przodków pochodzi właśnie z terenów dzisiejszej Ukrainy, a moja mama często wspominała swoją babcię mówiącą z ukraińskim zaśpiewem.

Fascynacją słowiańskością rozwijała mi się mocno podczas studiów. Chodziłam tam na świetne zajęcia dotyczące kultury ludowej, zaczęłam też czytać słowiańską fantastykę. Dołączyłam do Stowarzyszenia Badaczy Popkultury Trickster, zaczęłam wygłaszać prelekcje o słowiańszczyznie w popkulturze i w efekcie tych wszystkich działań napisałam magisterkę o demonologii i folku. I zostałam na doktorat. A potem powstały Słowiańskości.  

Odwiedź Natalię na stronie SłowiańsKości

Wioleta Herczyńska, ilustratorka (AblaArt)

 Jak odkryłam w sobie słowiańskość? Przecież byłam Słowianką od zawsze, co tu odkrywać?!

Chyba zawsze myślałam o tym w ten sposób, może z raz do roku lub i rzadziej, bo i po co częściej? Wszak mało to było ważne bo po prostu nią byłam. 

 A jednak… 

 Okazało się to nie tak oczywiste jak przypuszczałam, hmmm, choć może było?

Może trzeba było to sobie w jakiś sposób uświadomić, i nie koniecznie tylko powtarzając sobie te słowa, bo słowa nie zawsze oddają to co chce się pokazać, zwłaszcza coś co jest w sercu, a słowiańskość chyba głównie w nim trzeba odnaleźć. Więc kiedy ja ją odnalazłam?

Z całą pewnością odbyło się to stopniowo. 

 W miarę jak zagłębiałam się w to co dookoła siebie doświadczałam. Wszystko zapoczątkowało poznanie mojego męża, to on jako pierwszy pokazał mi że istnieje coś co nazywamy rodzimowierstwem oraz symbolika do której w niej nawiązują wyznawcy. To było moje pierwsze zetknięcie się z tą tematyką, w innym kontekście niż dotychczas było mi dane, czyli raczej z klasycznym folkiem, wówczas niezbyt przeze mnie rozumianym. Wtedy też odkryłam że istnieje nie tylko tradycyjny rodzaj muzyki folkowej ale i nieco bardziej współczesna forma prezentowana przez dość szerokie grono artystów. Więc z początku muzyka i zagłębianie się w tematykę rodzimowierczą dało mi taki pierwszy głębszy, poznawczy, słowiański oddech.

 Pojawiły się pierwsze fascynacje muzyką i historią, bez której chyba nie da się rodzimowierstwa zrozumieć. Wszystko to miało wpływ również na moją twórczość w której zaczęłam nawiązywać do symboliki uważanej za symbolikę dawnych Słowian i słowiańskich bogów. Zaczęły powstawać ilustracje, obrazy, wypalana biżuteria czy krajki (słowiańskie  pasy ręcznie tkane, wykorzystywane przy rekonstrukcjach historycznych do ozdabiania odzieży).

Moja fascynacja tą tematyką jednak pozostała na tym etapie, nie zagłębiając się bardziej w rodzimowierstwo, z którym ogromnie sympatyzuję i wspieram całym sercem. 

Zaczęłam również brać udziały w imprezach rekonstrukcyjnych odtwarzających wczesne średniowiecze jako średniowieczna kobieta w stroju z tamtej epoki.

To głównie dzięki tym doświadczeniom słowiańskość we mnie zaczęła nabierać konkretniejszego kształtu, a w moim sercu zaczęło coś kiełkować. To też zbliżyło mnie dużo bardziej do natury, zaczęłam interesować się ziołami, tym co otacza nas na co dzień, coś tak niepozornego  a tak ważnego dla nas wszystkich. 

 Moja słowiańskość z całą pewnością będzie ewoluować i już na zawsze zostanie ze mną. 

Jedno jest pewne, stała się nierozerwalną częścią mnie a moje serce jest jej pełne. Z pewnością jeszcze nie raz będzie się ona ukazywać w mojej twórczości artystycznej.

 Jeśli miałabym podsumować to czym słowiańskość jest dla mnie to chyba nie przesadzę gdy ujmę to w słowie ‘wszystkim’.  Jest oddechem, naturą, sztuką, ludźmi którzy również mają ją w swoich sercach jak i tymi którzy ją dopiero w sobie odkrywają.

 Jestem Słowianką, bo słowiańskość raz w kimś obudzona już tak łatwo nie uśnie.

Pozdrawiam więc Was wszystkich określeniem używanym przez współczesnych rodzimowierców… Sława! 

Odwiedź Wiolę na Instagramie

View this post on Instagram

Tam ta ram tam #ablaart #photography #selfie

A post shared by AblaArt (@ablaart) on

Karolina Wucke, ilustratorka

Kiedy zastanawiam się nad źródłem mojego zainteresowania kulturą słowiańską, pojawia mi się wiele różnych wspomnień. Ten motyw przewijał się u mnie w tle odkąd pamiętam.

Moja pierwsza styczność z atmosferą „słowiańskości” sięga czasów dzieciństwa. Duża część mojej rodziny ma swoje korzenie na wsi, gdzie mieszkały moje obydwie prababcie. Każda wizyta u nich robiła na mnie duże wrażenie. Były to małe wsie położone z dala od zgiełku miast, otoczone pachnącymi sadami, szumiącym zbożem, lasem i pełne zwierząt. W chatach panował półmrok i były przystrojone ludowym rękodziełem, na stole zawsze czekały domowe wypieki. Wszystko to budowało pewien niepowtarzalny klimat, który brzmiał dla mnie jak echo dawnych zwyczajów. Bardzo lubiłam odwiedzać te bajkowe dla mnie miejsca.

Duży wpływ na moje zainteresowanie Słowianami miała również literatura i gry komputerowe – mam tutaj na myśli konkretnie sagę o Wiedźminie, którą zainteresowałam się w okresie gimnazjum. Przeczytałam całość kilka razy. Wyjątkowość tej historii polegała dla mnie na tym, że wiele z przedstawionych w niej nadprzyrodzonych stworzeń zostało zaczerpniętych z wierzeń słowiańskich. Zabieg ten uczynił je bardziej realnymi, niż gdyby powstały z czystej wyobraźni pisarza – żyły one bowiem w wyobraźni ludzi na długo przed powstaniem sagi. Bestie powołane z ludzkiej niegodziwości, duchy które nie chcą odejść i potrzebują zaznać spokoju, słowiańskie święta i rytuały. To wszystko wzbudziło we mnie uczucie nostalgii wobec odległej przeszłości, w której niezwykłe istoty i obrzędy funkcjonowały w ludzkiej codzienności.

Od zawsze też lubiłam zwiedzać różne zabytki, relikty przeszłości. Odwiedzałam różne skanseny na terenie Polski, byłam w Biskupinie, a także w słowiańskich miejscach mocy – takich jak kamienne kręgi w Węsiorach i Odrach. Wszystko to bardzo przyciągało mnie swoją tajemniczością, pobudzało wyobraźnię do zastanawiania się, jak wyglądało życie ludzi na tych ziemiach w odległej przeszłości.

Na pewnym etapie zaczęłam również zwracać uwagę na różnego rodzaju obchodzone przez Polaków święta i tradycje. Zastanawiałam się, dlaczego tak mało mówi się w szkole o słowiańskich korzeniach, które są częścią naszej historii. Obrzędy, które nie zostały zapomniane, przetrwały do dziś często spłycone do rangi zabawy, tak jak np. topienie Marzanny. Inne słowiańskie święta i zwyczaje przetrwały w przekształconej formie i symbolice wraz z rozprzestrzenianiem się wiary chrześcijańskiej na ziemiach polskich. Zaczęłam zgłębiać znaczenia polskich świąt i zwyczajów – chciałam odnaleźć ich pierwotny sens. W ślad za tym pojawiła się u mnie refleksja, czemu takie obchody w ogóle służą i dlaczego są istotne dla człowieka. Myślę, że w ludzkiej psychice od zawsze istniała potrzeba przeżywania pewnych etapów w uroczystej formie rytuału. Momentów, gdy coś się żegna, wita, zaprasza. Różne formy świąt są bardzo pomocne w przeżywaniu tych wszystkich etapów.

Postanowiłam więc odkryć te różne święta i tradycje jakby na nowo, zbadać ich historię i znaczenie.

Święta słowiańskie są dla mnie przekonujące, ponieważ funkcjonują w oparciu o rytm natury. Podkreślają przemiany pór roku w odniesieniu do tego, co dzieje się w człowieku.

Odkąd pamiętam czułam połączenie ze światem przyrody, który był tutaj na długo przed nami, ludźmi, i stanowi nasz pierwotny dom. Słowianie bardzo szanowali siły, które funkcjonują w naturze i na nich oparli swój system wierzeń. Tutaj odnalazłam połączenie między moimi odczuciami i myślami, a tym, co było istotne dla naszych dawnych przodków.

W moim życiu miał miejsce okres, w którym obchodziłam święta typowo słowiańskie. Poznałam grupę osób które rekonstruowały te zwyczaje poprzez strój, muzykę, potrawy i organizowały świętowanie w klimatycznej chacie pod lasem. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie – zobaczyć i poczuć na własnej skórze klimat dawnych słowiańskich tradycji. Byłam w nich nie tylko obserwatorem, ale również aktywnie uczestniczyłam zakładając odpowiedni stój, gotując tradycyjne potrawy oraz pogłębiając swoją wiedzę na temat obchodów poszczególnych słowiańskich świąt.

Później jednak, gdy już się nacieszyłam tymi doświadczeniami, przyszła mi refleksja, że tak naprawdę nie jest dla mnie ważna nazwa święta, czy skąd się ono wywodzi. Istotniejsze jest dla mnie to, co ja w związku z tym świętem przeżywam i co ono dla mnie oznacza. Obecnie nie czuję już potrzeby specjalnie odwiedzać słowiańskiej chaty – żyję w zgodzie z własnym rytmem i obchodzę to, co potrzebuję, kiedy i jak chcę. Taka forma jest dla mnie najbardziej przekonująca i naturalna.

Słowianie nadal stanowią dla mnie interesujące zagadnienie i temat poszukiwań. Wciąż odnajduję książki oraz artykuły, z których wynoszę różne ciekawe treści. Kiedy zaś wybieram się na spacer po lesie i mijam stare dęby, zastanawiam się, czy może w ich cieniu nie obserwuje mnie Leszy :).

Odwiedź Karolinę na Instagramie.

View this post on Instagram

Trochę zdjęć z wystawy, którą ostatnio zorganizowałyśmy z @extinct_sacrif @sejsmonastie_mimozy i @lulkaczarna w kawiarni @tubajka . Oprócz naszych prac zawisły także suszone zioła, poroża, świece i muchomory, które dopełniały atmosferę naszego uroczyska 🕯. W trakcie wystawy zorganizowałyśmy również zbiórkę na puszczę białowieską sprzedając pocztówki-cegiełki i jestem naprawdę mile zaskoczona – moje cegiełki z leśnym lichem sprzedały się wszystkie 💚. Ja dziękuję i las też, usłyszałam również wiele dobrego co doładowało mnie bardzo pozytywnie – w planie są wystawy w kolejnych miejscach 🌞. Było naprawdę super, wesołych świąt moi mili 🌠 #exhibition #illustration #polishillustration #drawings #paintings #uroczysko #herbst #plants #muschrooms #magic #witch #witchcraft #fairytale

A post shared by Illustration (@wucke.illustration) on

Monika Mizińska-Momčilović, BewilderedSlavica.com

Moja droga była burzliwa.

Już w przedszkolu fascynowałam się Peru i muzyką peruwiańską. W Podstawówce Peru zastąpiły Indie na długie, długie lata. Potem były kraje arabskie i Afryka, co ostatecznie sprawiło, że wyprowadziłam się do Maroka i spędziłam tam 3 fascynujące lata. Daleko, oj daleko szukałam samej siebie.

O dziwo, to właśnie Maroko pchnęło mnie do odkrywania swoich korzeni i tak naprawdę zdefiniowało moją współczesną słowiańskość. Mówiłam o tym w wywiadzie dla radia podróżniczego Lupus Deserto (link do podcastu tu). W Maroku przeżyłam wiele cennych lekcji, i przyjemnych i mniej przyjemnych. Dzięki ludziom z różnych krajów, których miałam okazję poznać mieszkając w Casablance zaczęłam odkopywać nasze zwyczaje, korzenie, czytać o naszych słowiańskich przodkach. Trochę też pozazdrościłam Marokańczykom tego, że wciąż używają naturalnych, tradycyjnych kosmetyków, że tak bardzo cenią swoją aromatyczną kuchnię, że na wesela zakładają tradycyjne kaftany…

Sporo czasu zajęło mi zrozumienie, że to co piękne jest wokół nas, wcale nie musi być daleko.

Że wcale nie musimy jechać na inny kontynent, aby znaleźć piękno. W moim przypadku taki wyjazd był potrzebny, aby to docenić :)

Gdy wróciłam z Maroka, zaczęłam pracę jako handlowiec w międzynarodowej firmie tworzącej oprogramowanie dla hosteli. Co miesiąc jeździłam na konferencje do innych europejskich miast; Amsterdamu, Budapesztu… Będąc na mojej pierwszej konferencji, w Barcelonie, poznałam mojego (wtedy nie) męża. To on „osadził” mnie w tej słowiańskości. A może jednak był to wyjazd i życie w Serbii?

Po latach kształtowania, moja słowiańskość uzyskała tę współczesną formę, rozumiem ją na swój sposób. Nie należę do żadnego zgrupowania religijnego, jednak czerpię od rodzimowierców wiele inspiracji. Ciągle uczę się czegoś nowego, bo w końcu nauka trwa całe życie. Uwielbiam przebywać wśród natury, dowiadywać się nowych rzeczy, gotować lokalnie, nadawać nieco współczesny wymiar dawnym tradycjom.

A jak wyglądała Twoja droga do słowiańskości i jaką formę ma ona obecnie?

Odwiedź mój sklep ze słowiańskim rękodziełem: Slavica Studio

View this post on Instagram

✨ Poznajmy się ✨⠀ ⠀ Z niektórymi tutaj znam się od dawna, z innymi od niedawna a z resztą wcale 🤷‍♀️. Czas to nadrobić! ⠀ ⠀ 💚To, że jestem Monika, kocham naturę to wiecie, bo regularnie Was nią spamuję😂⠀ ⠀ 🗞️Moje blogowe początki sięgają 2013, kiedy to wyprowadziłam się do Maroka i zaczęłam blog @bewilderedinmorocco. 🖊️⠀ ⠀ 🌏Obecnie mieszkam w Szwecji (wcześniej spędziłam 3 lata w Maroku i rok w Serbii) gdzie natura jest piękna i zapiera dech w piersiach. 🗺️⠀ ⠀ 🖌️Od 2008 także robię biżuterię i inne takie tam :). Zaczynałam od decoupage a potem było malowanie na drewnie i ceramice, żywica i inne techniki. Więcej o tu @slavicahandmadestudio🔮⠀ ⠀ 😈Jestem zodiakalnym Bykiem z charakterem 😎 i dziś obchodzę 29(!!) urodziny. To nic, mentalnie wciąż mam 21. 🤪⠀ ⠀ ✨Moją pasją od zawsze był taniec i języki obce. Kiedyś byłam instruktorką tańca, ale wszechświat zadecydował, że mój taneczny czas minął :). Poza tym wszystkim piszę teksty nie tylko blogowe oraz tłumaczę. Z wykształcenia jestem metodykiem nauczania języków obcych właśnie. ✨⠀ ⠀ Ale się rozpisałam! Teraz Wy napiszcie coś o sobie❤️⠀ ⠀ °⠀ °⠀ °⠀ 📷 @life_myjourney⠀ 👕 @roduslava_slavicfashion ° ° #NATUREistherapy #klubpolki #girlsvsglobe #bewilderedslavica #natureescape #urbanjungle #jungalowstyle #miejscezklimatem #polscyblogerzy #sverige #stockholmforest #forestmagic #forestgirl #roduslava #Słowiańskie #slavic

A post shared by Monika M.Momčilović ⚘🇸🇪 (@bewilderedslavica) on

Facebook Comments
0 0 vote
Article Rating

Szczypta magii, garść rodzimych legend, spora dawka ziół i natury okraszona podróżami w dzikie miejsca... Oto z czego składa się jej życie. Z wykształcenia metodyk języków obcych, na życie zarabia jako rękodzielnik i tłumacz. Najczęściej można spotkać ją w lesie, na Instagramie lub w kuchni przy pleceniu naszyjników oraz tworzeniu ziołowych naparów, maceratów i nalewek. Na blogu bewilderslavica.com Monika zaraża miłością do ziół, natury, outdoorowego stylu życia, dzikich podróży i rodzimych korzeni.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Monika Mizińska-Momčilović

Z wykształcenia nauczyciel języków obcych. Współczesna Słowianka, mieszkająca w Szwecji (wcześniej w Serbii i Maroku). Pokażę Ci najpiękniejsze polskie rękodzieło, zdradzę Ci przepisy na dzikie smakołyki i podzielę się znajomością języka serbskiego.

Filtruj wpisy:

MOJE PATRONATY

ad astra anna jurewicz sub rosa słowiańskie książki slavic book recenza patronat
aleksandra rozmus okrutnik słowiańska powieść książka slavic book recenzja
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x