bled slovenia słowenia jeziowo lake łukasz kędzierski fotografia

Twoje wielkie słowiańskie wakacje!

Z wielką pomocą moich ulubionych polskich blogerów stworzyłam dla Was listę miejsc w krajach słowiańskich, które warto odwiedzić w wakacje. Jedne miejsca bardziej turystyczne, drugie nieco mniej. Wszystkie jednak urokliwe i od podszewki odkryte i opisane tak, żeby ułatwić Wam wybór kolejnej wakacyjnej destynacji:)

Kijów, Ukraina

Ania z Petrykivka

Jeśli chcecie szukać słowiańskości, to także na Ukrainie! Tu ludzie mają prawdziwie słowiańskie dusze – wiecznie za czymś tęsknią, za naturą, za bliskimi, za uczuciem, kochają śpiew i świętowanie (a jak oni śpiewają…, w końcu ukraiński to drugi najbardziej melodyjny język na świecie, zaraz po włoskim) i folk, w którym odbija się słowiański design. Skoro już trafiliśmy do słowiańskiej Ukrainy, to rozgośćmy się, bo nie tylko ludzie tutaj ujmują.
Zakochać się można w Kijowie, który jest namiastką Bizancjum. Pełen cerkwii, soborów i ich złotych kopuł. Jeśli podążycie tym szlakiem, niech na Waszej trasie znajdzie się Lavra Peczerska, Mychajlivskij Sobor, Sofijskij Sobor i Andrijivskij Sobor. Na miłośników szlaków architektury czekają socrealistyczne perełki (w tym bardzo głębokie metro!), modernistyczne i brutalistyczne. Warto wybrać się też na blokowiska „sypialni” Kijowa w dzielnicy Poznyaki i tam poczuć ogrom bloków. W Polsce takich nie ma. Wciąż żywa jest też historia Rewolucji Godności, którą prześledzicie zaczynając marsz od serca stolicy – Majdanu. Dużo tu murali nawiązujących do tamtych krwawych wydarzeń i wolności. Szlak murali też jest ciekawy! I… jakby inaczej, doświadczmy ukraińskiego folkloru w Skansenie Pirogovo na obrzeżach miasta, gdzie zastaniemy chaty z XVIII i XIX wieku, wiatraki i krajobraz rodem z „Ogniem i mieczem„. Ukraińcy to jeden z nielicznych już narodów w Europie, który często ubiera się w swój tradycyjny, narodowy strój i wciąż czuje przywiązanie do etniczności. Nie tylko w święta czy dni wyborów, ale też podczas weekendów, rozdania dyplomów możemy często spotkać Ukrainki i Ukraińców w wyszywankach – białych koszulach z kolorowymi, wyszywanymi wzorami. To etniczne wzornictwo jest widoczne także na wybiegach ukraińskich projektantów, zaś etniczna muzyka – obecna w nowoczesnych wydaniach (posłuchajcie elektronicznych kawałków Onuki). No i czymże byłby Kijów bez szerokiego Dniepru? Tutaj zawitajcie w knajpach w okolicach jego brzegów albo latem… na plaży!
Poczytaj więcej o Kijowie i Ukrainie:
Kijów oczami Ani




Lwów, Ukraina

Ania z Petrykivka

Lwów to diametralnie inny świat niż Kijów. Ma innego ducha miejsca, atmosferę, odmienną (mniej pełną złotych cerkwii) zabudowę i historię. To miasto wielu kultur, czuć tu oprócz ukraińskości i przeszłej radzieckości ducha dawnych miast austro-węgierskich, polskich, pełno jest elementów żydowskich i ormiańskich. Na bazie tych wielokulturowych doświadczeń miasta jest ono cudownym kierunkiem na podróż… kulinarną! Wyrosło tu pełno knajp i restauracji, które potrafią zaskoczyć i oferują wielokulturową kuchnię. Nie tylko spróbujesz tu licznych smaków, ale też wybierzesz z menu w knajpie uderzenie pejczem przez kelnerkę czy wypicie drinka z probówki umieszczonej pomiędzy jej biustem, usiądziesz w trabancie na dachu, spędzisz wieczór pośród tysiąca lamp naftowych czy zjesz w restauracji z kanarkami i słowikami. We Lwowie właśnie znajduje się jedno z bardziej zagęszczonych w ekstrawaganckie, zwariowane knajpy miejsc w Europie. Spróbujcie! Lista knajp jest długa… Odkąd odkryłam, jak przemyślane i gwarantujące emocje restauracje tam mają, odtąd kulinarne wojaże planuję właśnie do Lwowa. Choćby na weekend.

Poczytaj więcej o Lwowie:

Dom Legend

Bled, Słowenia

Łukasz Kędzierski – podróże i fotografia

Jezioro Bled w Słowenii ma w sobie coś, co przyciąga. To nie tylko piękne, bardzo znane widoki na malutką wysepkę Blejski otok z kościółkiem o wschodzie słońca, ale także całe wybrzeże. Jeden ze Słoweńców, z którym rozmawiałem, powiedział, że przyjeżdża nad jezioro kilka razy w roku, bo tylko tutaj panuje niesamowita atmosfera i klimat. Coś w tym jest. Coś, czego nie da się opisać słowem, ale czuje się od pierwszych chwil pobytu nad jeziorem.

Warto wynająć łódkę nazywaną tu pletna i popływać po jeziorze, aby zobaczyć całość z zupełnie innej perspektywy. Możemy poleżeć na plaży, przejść się na spacer, zjeść pyszną słoweńską „kremówkę” kremna rezina (kremšnita) czy lokalną kiełbasę. Możemy wybrać się do zamku Bled czy po prostu wspiąć się na okoliczne wzniesienia skąd można podziwiać panoramę jeziora. Niezależnie co się wybierze, warto.

Poczytaj więcej o Słowenii:

bled slovenia słowenia jeziowo lake łukasz kędzierski fotografia
Wschód słońca nad jeziorem.
bled slovenia słowenia jeziowo lake łukasz kędzierski fotografia
Jezioro Bled w obiektywnie Łukasza

Bovec, Słowenia

Hania z Plecak i walizka

Słowenia mnie zawsze intrygowała dzięki swojemu położeniu – to kraj słowiański, alpejski i śródziemnomorski (a dokładnie adriatycki) jednocześnie. Przygotowując się do wyjazdu do tego kraju, natknęłam się w internecie na nazwę Bovec – miejscowość położoną w dolinie u stóp masywu Trygławu i jednocześnie nad rzeką Soczą. Od razu wiedziałam, że chcę tam pojechać.
Spędziłam w Bovcu więcej czasu, niż planowałam, bo to miejsce przerosło moje oczekiwania. Przede wszystkim, jest tu malowniczo pięknie – soczyście zielona dolina otoczona wysokimi szytami, a przez pobliskie lasy płynie turkusowa rzeka Socza. W dolinie i po łagodnych zboczach biegną szlaki piesze, które miejscami prowadzą przez bunkry z I wojny światowej! Są tu też szlaki rowerowe, konne, a nawet pole golfowe. Zimą oczywiście można uprawiać sporty zimowe, ale mnie najbardziej tu podoba się lato. Polecam to miejsce wszystkim, a szczególnie miłośnikom adrenaliny i sportów wodnych – na Soczy można uprawiać rafting, kajakarstwo, canyoning i bodyboarding, a nad rzeką rozciągnięty jest bardzo długi zipline! Do tego, jeśli pogoda jest ładna, polecam spacer nad któryś z mniejszych wodospadów. Można się w nich kąpać, choć woda jest zimna!
Poczytaj więcej o Bovecu:
Bovec oczami Hani

Pag, Chorwacja

Agnieszka z Agnes na szwedzkiej ziemi

Bałkany to dla mnie najpiękniejsza część Europy. Każde państwo bałkańskie ma w sobie coś magicznego, a najbardziej magiczne są te słowiańskie. Niby trochę obce bo to już Bałkany ale mimo wszystko swojskie – ze względu na brzmiący znajomo język. Chorwacja to kraj w którym my Polacy odnajdujemy się z łatwością. Język chorwacki jest niesamowicie zbliżony do języka polskiego (wywodzi się z tej samej gałęzi językowej). Pomimo tego, że Chorwacja jest już krajem dosyć komercyjnym to i tak warto ją wybrać zamiast Grecji czy Włoch ze względu na niższe ceny, ale też i niepowtarzalne widoki i przepyszne jedzenie. Chorwacja to kraj wielu twarzy. Niesamowite wybrzeże z miastami przypominającymi miasta włoskie, góry, jeziora i piękne miasta wewnątrz kraju. Chorwacja to nie tylko magiczny Dubrownik, ale też piękna Pula z rzymskim amfiteatrem który śmiało może konkurować z rzymskim Koloseum. To również wyspy z których najbardziej niesamowita jest „księżycowa” wyspa Pag. Chorwacja to kraj do którego chce się wracać i nigdy nie ma się dosyć.

Poczytaj więcej o Chorwacji:

Chorwacja w obiektywie Agi

Perast, Czarnogóra

Magda z Okiem Maleny

Wybierając się do Czarnogóry nie sposób pominąć Bokę Kotorską – jedną z bardziej urokliwych zatok w Europie. To właśnie tam znajduje się jedno z moich ulubionych, czarnogórskich miast – Perast.

Perast to malutkie miasteczko, położone w miejscu gdzie góry stykają się z morzem, ma piękną, śródziemnomorską architekturę, knajpki ze wspaniałym jedzeniem, bogatą historię i kilka romantycznych legend. Takie moje czarnogórskie puzderko, w którym schowane są małe skarby.

Warto poświęcić mu co najmniej pół dnia. Przede wszystkim trzeba udać się na wycieczkę na jedną z pobliskich wysp – sztuczną wyspę Matki Boskiej Skalistej (Gospa od Škrpjela). W barokowym kościele oprócz wspaniałych obrazów Tripo Kokolja jest zaklęta w kawałku haftowanego jedwabiu historia tęsknoty i miłości, alegoria losów wszystkich żon żeglarzy. Równie fascynująca jest historia powstania wyspy, która jest cmentarzyskiem starych zaglowców.

Płynąc na nią mija się wyspę św. Jerzego. Wyspa to dziwna i ze smutną historią. Nazywana jest wyspą umarłych, wyspą umarłych kapitanów lub czarną wyspa. Świadek wielu łez, konfliktów, przeklęta przez papieża. Nikt się na niej nigdy nie narodził, wielu straciło życie. To własnie tam powstała historia perasztańskich Romeo i Julii. Podobno to nią inspirował się A. Bocklin malując obraz „Wyspa umarłych”.

Po zwiedzaniu warto usiąść, w którejś z restauracji na brzegu i podziwiać Bokę w promieniach zachodzącego słońca.

Poczytaj więcej o Peraście i Czarnogórze:

Perast okiem Maleny ;)

Mostar, Bośnia

Magda z Okiem Maleny

Mostar to miejsce tłumnie odwiedzane przez turystów, którzy marzą o ujrzeniu bajkowego koloru Neretwy i wspaniałego Starego Mostu. Jednak warto w tym miejscu zostać o parę chwil dłużej, poczuć je, rozejrzeć się po okolicy.

Gdy już odjadą autokary z turystami Mostar pustoszeje (w miarę). Nigdy nie zapomnę wieczorów spędzonych na hotelowym balkonie, gdy obserwowałam zarysy starego miasta, światła tlące się na pobliskich wzgórzach i wsłuchiwałam się w dźwięk modlitw muezinów, które rozlegały się z okolicznych meczetów.

Wokół Mostaru znajdują się 3 warte odwiedzenia miejca. Jest to wodospad Kravice, kamienne miasto Pocitelj oraz Blagaj. Każde z nich niezwykle piękne i odmienne. Wynajmując auto na jeden dzień można zobaczyć je wszystkie.

Wodospad Kravice znajduje się na rzece Trebižat, ma około 120 metrów szerokości i blisko 30 wysokości.

Pocitelj to kamienne miasto z ruinami dawnej twierdzy oraz meczetem, położony jest nad Neretwą. Warto wspiąć się na twierdzę, z której rozpościera się widok na całe miasteczko, pobliskie wzgórza i oczywiście na Neretwę, która jak zasze ma nierealny kolor. Podobno kiedyś ukrywali się tu piraci.

Blagaj słynie z klasztoru Derwiszy oraz ze źródła rzeki Buna – jednego z najsilniejszych źródeł w Europie. Chanaka (klasztor) wcisnięta jest pomiędzy wysoką, pionową skałę, a głośną i wartką rzekę. Miejsce jest niepowtarzalne.

A sam Mostar?

Mostar mnie zachwycił, ale i Mostar mnie zasmucił. Ruiny budynków obecne są wszędzie. Długo stałam przed jedną z nich – stercząca ściana budynku, reszta już dawno stała się historią. Na tej ścianie kilka popękanych kafli łazienkowych w odcieniu niebieskiego. Koło kafli resztki baterii prysznicowej. Dwie srebrne rurki sterczące jak kikuty. Może tam ktoś w tym momencie brał kąpiel? Zmroziło mnie. To nie była “tylko” ruina, ani kolejna ruina. To był kawałek czyjegoś życia. Skamielina. Brama łącząca wtedy i dziś. Tamtą chwilę gdy pocisk uderzył w dom z chwilą gdy patrzyłam w niebieskie kafle, a obok stał śmietnik.

Poczytaj więcej o Mostarze:

Sarajewo, Bośnia

Kamila z Kami and the rest of the world

Sarajewo jest jedną z najbardziej interesujących stolic w Europie, gdzie historię wyczuwa się na każdym kroku. To tu rozpoczęła się I wojna światowa, 28 czerwca 1914 r., to tu odbywały się zimowe igrzyska olimpijskie 1984, to właśnie stolica Bośni i Hercegowiny była najdłużej oblężonym miastem w powojennej historii Europy (1425 dni). Sarajewo nie zapomina o swojej trudnej przeszłości, ale jednocześnie prężnie kroczy do przodu. Chyba tylko tutaj w odległości zaledwie kilkuset metrów znajdziemy meczet, synagogę i katedry katolicką i prawosławną. W Sarajewie spotykają się wschodnia i zachodnia kultura, co doskonale widać spacerując po głównym deptaku miasta. Architektura zmienia się na naszych oczach, z pokaźnych austro-węgierskich kamienic wkraczamy do krainy małych ottomańskich domków. Dzięki swojemu położeniu w dolinie Sarajewo to miasto przepięknych zachodów słońca. Co prawda trzeba się niemało natrudzić, aby wspiąć się na jeden z punktów widokowych, ale widok na miasto jest wart każdej kropli potu. Sarajewo jest też znane ze swojej przepysznej kuchni: grillowanych mięs i gęstej kawy, których zapach unosi się na Bascarsiji – sarajewskim starym mieście. Początkowo stolica Bośni może sprawiać dość przeciętne wrażenie, ale wystarczy spędzić tu kilka godzin, aby pokochać to miejsce całym sercem!

Poczytaj więcej o Sarajewie i Bośni:

sarajevo sarajewo
Sarajewo w obiektywie Kami

Ochryda, Macedonia

Szymon z Za miedzą i dalej

Południe Europy? Wakacje? Grecja, Chorwacja, Włochy – wymieniamy właściwie jednym tchem. A poza tym do łask wraca też ostatnio Bułgaria, modne ostatnio są riwiery czarnogórska i albańska. Za to Macedonię – która leży dokładnie pomiędzy Grecją, Albanią i Bułgarią, nadal kojarzy mało osób. Zwłaszcza na spędzanie urlopu – bo najczęściej traktuje się ją jako kraj tranzytowy z/do Grecji, nie poświęcając jej tak naprawdę wiele uwagi. Granica, pieczątka, autostrada, pieczątka, granica. Tyle.

Faktycznie początkowo Macedonia może wydawać się mało interesująca – bo to malutki kraj, który… nie ma morza! Nie ma, ale za to ma dwa bardzo czyste, spore górskie jeziora: Ochrydzkie i Prespanskie (Prespa). Ich woda należy do najbardziej przejrzystych na Bałkanach i wcale nie jest zimna, powiedziałbym nawet, że cieplejsza, niż w naszym Bałtyku.

A poza tym widokowo jeziora według mnie przewyższają to, co możemy zobaczyć w Polsce – bo nad wodami wznoszą się pasma górskie – przede wszystkim Galicica, które rozdziela oba jeziora. Wyjeżdżamy znad Ochrydzkiego, przejeżdżamy na drugą stronę gór i jesteśmy nad Prespą!

Oprócz tego, nad jeziorem Ochrydzkim znajduje się sporo różnych zabytków. W pierwszej kolejności trzeba wymienić Ochrydę i półwysep Kaneo, gdzie możemy zobaczyć prawosławną cerkiewkę św. Jana Teologa, wzniesioną w tym miejscu ponad 700 lat temu! Miejsce absolutnie obowiązkowe – może nie ze względu na to, co jest w środku cerkwi, ale ze względu na widok, który trafia chyba na 90% macedońskich pocztówek. Cerkiewka z pomarańczowo-czerwonego kamienia, mocno niebieska woda jeziora i pasmo gór Galicica wznoszące się na drugim brzegu – moim zdaniem bardzo fotogeniczne miejsce!

Poza tym, w Ochrydzie ponoć znajdowało się kiedyś 365 cerkwi – teraz jest ich znacznie mniej, ale w dalszym ciągu dużo. W każdym razie, to miasto właściwie nimi stoi, cerkwie i cerkiewki są porozrzucane głównie po wzgórzu, na którego stokach leży część starej Ochrydy! A kiedy ich zwiedzanie już się nam znudzi, możemy wsiąść na statek… i płynąć! Na przykład przez jezioro Ochrydzkie, do monastyru Sveti Naum, leżącego na drugim brzegu.

Sveti Naum, chociaż to monastyr (czyli jakby nie było, też w pewnym sensie budowla sakralna) oferuje nieco więcej, niż samo zwiedzanie. Po pierwsze – Albania! Kilkaset metrów od kompleksu przebiega granica macedońsko-albańska – więc odwiedzając monastyr, możemy wybrać się też do sąsiedniego kraju. A jeśli wolelibyśmy zostać w Macedonii – zawsze możemy iść popodziwiać przechadzające się po okolicach monastyru pawie, zobaczyć mniejsze cerkiewki otaczające główny monastyr, skorzystać z jednej z wielu knajpek czy po prostu iść na plażę i wykąpać się w jednym z czystszych bałkańskich jezior.

Poczytaj więcej o Ochrydzie i Macedonii:

Ochryda w obiektywie Szymona

Petersburg, Rosja

Szymon z Za miedzą i dalej

Chociaż Petersburg nie przychodzi na myśl jako pierwszy, kiedy myślimy o miejscu na wakacje, wybranie właśnie jego na urlop wcale nie musi okazać się nietrafione! A jeśli zdecydowaliśmy, że pojedziemy tam – to najlepiej w czerwcu, względnie na początku lipca. To okres tak zwanych „białych nocy”, w trakcie którego słońce chowa się wyjątkowo płytko pod horyzont – tak, że w nocy nie robi się całkiem ciemno, a dni są bardzo długie (słońce wschodzi przed 4 rano, a zachodzi o 22.30!). Niestety, ten czas to najwyższy sezon – więc i ceny podskakują…

Ale „północna stolica” Rosji to nie tylko białe noce. Najbardziej charakterystyczny, zielononiebieski budynek z żółtopomarańczowymi wykończeniami to Pałac Zimowy, w którego wnętrzu mieszczą się zbiory Ermitażu – jednego z największych muzeów w całej Europie! Jest ono tak wielkie, że potrzeba było aż pięciu połączonych pałaców, aby zmieścić całe zbiory. Z zewnątrz zdecydowanie warto zobaczyć – a wnętrze może się podobać przede wszystkim pasjonatom malarstwa. Niedaleko (trzeba tylko przejść spory Plac Pałacowy) jest też Nevski Prospekt (reprezentacyjna ulica miasta, coś jak Marszałkowska w Warszawie), przy którym znajduje się sporo zabytkowych kamienic.

Idąc dalej nabrzeżem Newy, napotykamy na Ogród Letni. To mniej znana atrakcja, a również godna polecenia – reprezentacyjny park, który kazał wybudować ponad 300 lat temu, właściwie razem z założeniem miasta, sam Piotr Wielki. Najbardziej podobały mi się przede wszystkim zielone tunele i fontanny, jest ich tam pełno!

Stawiamy kilka kolejnych kroków wzdłuż głównej rzeki miasta i jesteśmy przy olbrzymim krążowniku „Aurora”! Kiedy się na niego patrzy, wcale nie wygląda, jakby miał już ponad 100 lat – a został zbudowany jeszcze w czasach carskich, brał udział w dwóch rewolucjach, przetrwał dwie wojny światowe – a od 70 lat stoi ciągle w tym samym miejscu. Najlepiej oglądać go w świetle zachodzącego słońca, wtedy palą się już światła nad Newą, a jednocześnie widać ciągle łunę kończącego się dnia.

Ale Petersburg to nie tylko ścisłe okolice centrum. Na zachód od miasta znajduje się Kronsztadt – de facto odrębne miasteczko na wyspie na Zatoce Fińskiej, o tradycjach wojskowych i morskich. Zbudowano go w pierwszych latach po założeniu Petersburga jako fortecę chroniącą Petersburg przed atakami z morza (które kilkakrotnie się zdarzały). Do dzisiaj zachowały się pozostałości fortyfikacji, w większości położone na porozrzucanych wokół miasteczka wysepkach. Dla fanów militariów pozycja obowiązkowa! A poza tym Kronsztadt sam w sobie też można uznać za dość klimatyczne miejsce – więc moim zdaniem jest to dość ciekawa opcja na wycieczkę z Petersburga

Poczytaj więcej o Petersburgu i Rosji:

Petersburg w obiektywie Szymona

Belgrad, Serbia

I na koniec coś ode mnie:

Pewnie Was to nie zdziwi, ale miastem, które polecam jest Belgrad. Spędziłam w nim prawie rok swojego życia i uwielbiam atmosferę tego miasta. Belgrad nie śpi. Nie ma tam czegoś takiego jak sezon. Serbowie wychodzą przez cały rok, lubią spędzać czas poza domem, a przy tym są bardzo otwarci. W Belgradzie można miło spędzić czas nad rzeką, spacerując zabytkowymi ulicami miasta, pijąc rakiję w licznych kafanach. Niektórych może zniechęcić fakt, że Serbia nie ma dostępu do morza, ale nie dajcie się takim argumentom! W Belgradzie zawsze coś się dzieje, a dostęp do rzek Serbowie wykorzystali na szóstkę! Możecie iść na spacer brzegiem rzeki, posiedzieć w pubach na barkach, popłynąć statkiem lub uprawiać sporty wodne na jeziorze Ada.

Więcej o Belgradzie i Serbii:

Belgrad nocą
Belgrad nocą

Gdzie najchętniej byście pojechali? Jakie inne miejsca polecacie?

Facebook Comments

Dodaj komentarz