Jak wygląda życie Polki w Maroku?




Jedno z moich ulubionych miejsc anna skura what anna wears holly cow dakhla attitude sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta casablanca port ryba gdzie zjeść restauracja food tour w Casablance polka w maroku klub polki za granica dar beida monika bewildered morocco
Jedno z moich ulubionych miejsc w Casablance

Maroko to dla mnie temat rzeka. Spędziłam w nim 3 genialne lata i mogę o tym kraju mówić godzinami. Przez pierwsze 23 lata swojego życia mieszkałam w Polsce (dużo podróżując), a zaraz po skończeniu studiów wyjechałam na praktyki nauczycielskie do Maroka. Nie chciałam iść na dalsze studia jak moi znajomi, nie widziałam też siebie w Polsce. Chęć doświadczenia innego życia była silniejsza i tak we wrześniu 2013 spakowałam się na 3-miesięczny wyjazd do Casablanki. Już wtedy wiedziałam, że to nie będą miesiące. To będą lata.

Narzekałam na Polskę, ale dzięki podróżom i życiu w innym kraju zaczęłam bardziej dostrzegać wady i zalety mojej ojczyzny. Dziś trochę Wam przybliżę moje Maroko, jego jasne i ciemne strony, bez koloryzowania i upiększania.

Prostota to klucz

Zacznę od kuchni. Kuchnia marokańska jest zdecydowanie inna niż polska. Harira jest jedną z niewielu zup, ale ze względu na klimat jest to zrozumiałe. U nas zupa to podstawa, musi dobrze grzać. W Maroku ma zapychać. Gdy raz zrobiłam rosół, moi marokańscy znajomi śmiali się na widok łyżki. No bo przecież to nie jest gęste, to się do napojów zalicza. Według mnie, zdecydowanie 1-0 dla Polski.

Świeże owoce, soki i smoothie. Moje ulubione to to z mlekiem, awokado, migdałami i suszonymi owocami. Niebo w gębie. Do tego soki z południowych pomarańczy, czy mieszanki panaché (co akurat jest od ręką). Zdecydowanie 1-0 dla Maroka!

W kwestii wypieków muszę powiedzieć, że Maroko i Polska są dla mnie na równi – Polska ze względu na pyszne bochenki chleba na zakwasie, Maroko dzięki naleśnikom tysiąca dziurek (bghrir) czy płaskim, aromatycznym chlebkom z południa kraju. 1-1!

No i dania obiadowe. Jestem kulinarną patriotką, ale za marokański kuskus dałabym się pokroić. Do tego wołowina z suszoną śliwką, tajine z kurczaka z warzywami, kulki mięsne w sosie pomidorowym, omlet z krewetkami, jajka, oliwki i kolendra, kurczak i kiszona cytryna… W Maroku jest prosto i aromatycznie. 1-1!

śniadanie u mojej znajomej, Shiraz, która prowadzi hostel Amayour w Taghazout
śniadanie u mojej znajomej, Shiraz, która prowadzi hostel Amayour Surf w Taghazout
Sprzedawcy warzyw na bazarze w Guelmim
Sprzedawcy warzyw na bazarze w Guelmim
Śniadanie w biegu, msmen, wielowarstwowe naleśniki z serkiem topionym i świeże soki
Śniadanie w biegu, msmen, wielowarstwowe naleśniki z serkiem topionym i świeże soki

Masz tu wszystko

Pierwsze co zachwyca w Maroku to różnorodność krajobrazu. Masz tu wysokie góry, ujmującą pustynię, morze, ocean, zapierające dech w piersiach wodospady, a nawet lasy… Zawsze, gdy pomagam komuś w organizacji wycieczki do Maroka, podkreślam, że tydzień to stanowczo za mało na ten piękny kraj.

Przez  ukształtowanie Maroka, podróże po Królestwie zajmują dość dużo czasu, a kuchnia i dialekty zmieniają się tak szybko jak marokański krajobraz. Czasem możesz mieć wrażenie, że nie przejeżdzasz przez różne miasta, tylko państwa.

Polska jest równie piękna, ale zupełnie inna niż Maroko. Wynik to 1-1!

W drodze z Chefchaouen do Casablanki
W drodze z Chefchaouen do Casablanki
Tamaris, mała miejscowość nad oceanem blisko Casablanki
Tamaris, mała miejscowość nad oceanem blisko Casablanki
Ain Vittel, piękny las w pobliżu Ifrane
Ain Vittel, piękny las w pobliżu Ifrane

 anna skura what anna wears holly cow dakhla attitude sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta casablanca port ryba gdzie zjeść restauracja food tour

Słodycz, mięta i piłka nożna

Tak jak w niektórych kwestiach Marokańczycy mogą mieć różne zdanie, tak w paru kwestiach zgadzają się w stu procentach: kochają słodką miętową herbatę i piłkę nożną.

Przeciętny Marokańczyk wypija kilka szklanek słodkiej “berberyjskiej Whisky” dziennie, a gdy w telewizji emitowany jest mecz, ulice są puste a kawianie pełne. Zamykane są sklepy i wszyscy mężczyźni dzielnie kibicują ulubionym drużynom. Nie tylko marokańskim.

1-0 dla Maroka za miłość i pasję do piłki, ale za cukier daję 1-0 dla Polski ;) nie mogłabym pić tak słodkiej herbaty przez całe życie!

Hulaj dusza, piekła nie ma!

Pierwszy tydzień po przeprowadzce do Casablanki był dla mnie bardzo stresujący. Unikałam przechodzenia przez ulicę, a los chciał, że mieszkałam na jednym z najbardziej ruchliwych bulwarów tego miasta. Jednym z moich współlokatorów był Rumun, który mi powiedział:

“Pamiętaj, przechodź na wyczucie, intuicyjnie”

Tak też zaczęłam przechodzić przez ulicę. Kierowcy w Casablance (i ogólnie w Maroku) przyzwyczajeni są do tego, że piesi przechodzą sobie gdzie im się spodoba. Po dwóch tygodniach przmierzałam ulice metropolii bez mrugnięcia okiem. Marokański styl tak mi wszedł w krew, że podczas wizyt w Polsce, słyszałam tylko od rodziny i znajomych

“Przejdź przez pasy! Nie jesteś w Maroku!”

Słyszałam też miejskie historie o pieszych rzucających się pod samochód w Casablance, żeby dostać odszkodowanie… No ale przy takim systemie przechodzenia przez ulicę, jaki panuje w Maroku, trudno rozróżnić kto się rzuca pod samochód a kto zwyczajnie śpieszy… ;)

Z jednej strony taka swoboda to wygoda, z drugiej utrapienie. Chyba jednak skłonię się bardziej ku 1-0 dla Polski za to, że zasad i reguł jest nieco więcej niż w Maroku.

sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta casablanca port ryba gdzie zjeść restauracja food tour
Moje miasto nocą. Casablanca
Sprzedawca warzyw wieczorem

Rodzinność

Marokańczycy są bardzo rodzinni i gościnni. Do Maroka wyjechałam sama. Kiedy dowiedziały się o tym mamy moich marokańskich koleżanek, zaproszeniom na piątkowy kuskus, wesela czy inne rodzinne imprezy nie było końca. Wiele razy słyszałam, że jak tylko zatęsknię za domem, mogę do nich przyjść lub wpaść na noc. Oczywiście bez zapowiedzi.

Jedna z moich najbliższych koleżanek z ówczesnej pracy, Asmaa, co piątek o 12.30 klepała mnie po ramieniu i z entuzjazmem mówiła: “mshina!”. Szybko pakowałam torbę i jeszcze szybciej wybiegałam z biura. To był czas na rodzinny kuskus, kiedy mama Asmy razem z ciotkami podawała kuskus na talerzu wielkości stołu, do którego zasiadała ich kilkunasto-osobowa rodzina. No i ja.

Na marokańskich weselach byłam kilka razy i w większości przypadków dowiadywałam się o imprezie na… dzień przed. Szybka wizyta w wypożyczalni kaftanów, fryzura, makijaż. I szczerze? Były to jedne z lepszych imprez na jakich byłam.

To tylko dwa przykłady, a mogłabym ich podać jeszcze setki :)

1-0 dla Maroka za spontan i wieczne powody do świętowania

Przygotowania do marokańskiego wesela.
Pages- sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta casablanca port ryba gdzie zjeść restauracja food tour The other sides of Morocco. Comiesięczny event kulturowy, który organizowałam w Casablance amr sabra bewildered morocco le carre francais casablanca djellaba blond polish
Pages- The other sides of Morocco. Comiesięczny event kulturowy, który organizowałam w Casablance

 

Jeśli bóg da…

Nikt się nie śpieszy, nikt nikomu głowy nie urwie za nie pojawienie się na umówionym spotkaniu, a jedyną pewną rzeczą jest to, że nic nie jest pewne. I nieważne czy chodzi tu o sprawy papierkowe, wizyty lekarskie, odwiedziny, spotkania. Wszystko stanie się insha’allah, czyli “jak bóg da”.

Kiedy ubiegałam się o kartę pobytu, usłyszałam, że zajmie to do czternastu dni, jak bóg da. Bóg dał mi upragnioną kartę pobytu pięć miesięcy później :)

Pewnego dnia jedna z koleżanek z Polski odwiedziła mnie po raz kolejny w Maroku. Wsiadłyśmy do taksówki a kierowca wcisnął gaz i powiedział “insha’allah” (w sensie, że jak bóg da to dojedziemy na wskazany adres). Koleżanka, znając panujące tu zwyczaje, brawurową jazdę kierowców i marokańskie podejście do życia, drżącym głosem podsumowała:

“wolałabym raczej usłyszeć “dojedziemy” a nie “jak bóg da” ;)

I znowu: z jednej strony jest to fajne, bo poziom stresu w Maroku jest niższy niż w Polsce. Z drugiej jeśli się nie zaakceptuje takiego stanu rzeczy, można oszaleć.

sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta casablanca port ryba gdzie zjeść restauracja food tour

Życie w stadzie

Mówi się, że marokańskie społeczeństwo jest lepsze od FBI.

Choćbym się starała, to nie mogę temu zaprzeczyć! Nic nie umknie niczyjej uwadze, szczególnie Marokańczykom ze starszego pokolenia. Nikt nie ma problemu z pytaniem nowo poznanej osoby o sprawy, które w Polsce wydają się intymne. Nie liczę ile razy pytano mnie czy mam męża Marokańczyka, czy mam męża, dlaczego nie mam męża, ile mam dzieci, czy mam dzieci, dlaczego nie mam dzieci, skoro jestem już dość stara na zamążpójście. No tak, wtedy ja, stara panna lat 24 – nie w kij dmuchał!

Społeczeństwo w Maroku pełni funkcję jakby hmmm… Moralizatora, policji, nauczyciela… I jeszcze parę innych.

I ponownie: są plusy i minusy takiego życia stadnego. Na dłuższą metę jest nieco męczące, ale czasem miło jest mieć oparcie w innych ludziach!

sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje tarik raiss artist artysta
Idealne odzwierciedlenie tego co napisałam. Plakat autorstwa mojego znajomego, Tarika Raissa

Więcej o życiu, sprawach papierkowych i podróżach po Maroku poczytacie na moim angielskojęzycznym blogu Bewildered in Morocco. Jeśli macie ochotę pojechać ze mną do Maroka, zajrzyjcie na Jedź z nami do Maroka, stronę którą prowadzę wraz z przyjaciółką.

sprzedawca mięta na3na3 nana menthe mint moroccan atay herbata polka w afryce marok blogerka ekspat polacy granicą klub polki medyna medina marakesz monika mizinska markowicz blog imigracja biznes maroko karta pobytu ślub obcokrajowcem zakupy turustyka bilety lotnicze hotel atrakcje
Sprzedawca mięty

Polacy o Maroku:

Ponadto zapraszam do przeczytania:

 

Facebook Comments

Leave a Reply