Trekking czy pizza? Jedź do Słowenii, później zdecydujesz




 

Najwięcej dobrego wynika ze spontanów i to chyba wiemy wszyscy. D. i ja bardzo lubimy wszelkie spontany (parę dni temu na przykład zabukowaliśmy bilety na Maltę, bo kumpel Duszka leci i znalazł loty Sztokholm-Malta za 12 eurasków, no aż grzech nie kupić!)

Tak samo było z długim weekendem w Słowenii.

Moja, wtedy internetowa znajoma po blogerskim fachu, dziś bliska koleżanka, Nina z Safari Junkie (poznałyśmy się przez mojego bloga Bewildered in Morocco), ugościła nas w Ljubljanie. Słowenia ma to do siebie, że jest mała, posiada świetną infrasrukturę i dzięki temu w 4 dni zobaczyliśmy bardzo wiele miejsc w tym naturalnie pięknym kraju.

Duszek uruchomił swoje liczne kontakty i skończyło się tak, że trzy czy cztery niezależne osoby poleciły nam pewną pizzerię z widokiem na góry. Sądząc po ich brzuchach, znali się na rzeczy, tak krągłe brzusie nie mogły się mylić! Jeśli o dobre jedzenie i podróże chodzi, to jedne z tych rzeczy, na które nas długo namawiać nie trzeba.

Adres wrzucony w nawigację i jedziemy!

Z dojazdem nie było najłatwiej. Kręte, wiejskie drogi nie istniały w naszej nawigacji, ale w końcu udało się trafić. No przecież się nie poddamy, w końcu chodzi o pizzę;)

I powiem tak: opłaciło się gubić w czeluściach słoweńskich wsi! Gdy weszliśmy do pizzerii, nie było wolnego stolika. Sami tubylcy. Nie mogą się mylić. Tubylcy nigdy się nie mylą!

Z całej tej jedzeniowo-widokowej ekstazy zapomniałam jakie pizze zamówiliśmy, ale były to najbardziej swojskie nazwy jakie właściciele mogli wymyślić. Ja wzięłam taką z suszonym mięsem (tradycyjne dla regionu), swojskim twarogiem i kaparami, i ta iście słowiańska wersja pizzy (no w końcu ciężkostrawnie i tłuściutko) była warta każdej kalorii i każdego wydanego euro! A kosztowała coś około 8-9 EUR.

Zapiszcie adres, podziękujecie mi później. Pizzeria Ema, Srednja vas v Bohinju 73, kod pocztowy: 4267 

I co teraz?

Brzuszki pełne? Jedziemy dalej!

Bohinj to mniej turystyczny brat oklepanego (choć nieziemsko pięknego) Bledu. Tak jak Bled mnie odstraszył np. cenami za parking, gdzie chcieliśmy stanąć na godzinkę a pan sobie zażyczył skromne 10 EUR, tak Bonhij skradł moje serce swoim urzekającym pięknem, nienachalnością i ciszą. To ostatnie to może ze względu na to, że byliśmy tam tuż przed rozpoczęciem sezonu. Owszem, turyści też tam są, jednak nie przybywają tak tłumnie jak do już trochę skomercjalizowanego Bledu. Możesz spokojnie przejść się nie obrywając łokciem w żebra, możesz sobie zrobić selfie bez brzydkich mistrzów drugiego planu.

Jezioro Bohinjsko zachwyca przejrzystością wody, a trekking dookoła jest czystą przyjemnością. Idealne miejsce, aby bezboleśnie spalić kalorie po pizzuni, nacieszyć zmysły wszechobecną i zapierającą dech w piersiach naturą, i porobić zdjęcia. Oczywiście.

Okolice jeziora Bohinjsko są naprawdę cudowne, czego niestety nie udało mi się ująć na zdjęciach. No nic, ja muszę się podszkolić w fotografii, a wy musicie uwierzyć mi na słowo, że warto lecieć do Bohinja czym prędzej!

Pod mostem przy jeziorze Bohinjsko
Pod mostem przy jeziorze Bohinjsko

Przeczytaj więcej:

Facebook Comments

4 thoughts on “Trekking czy pizza? Jedź do Słowenii, później zdecydujesz”

  1. Pingback: WWW.XMC.PL

Dodaj komentarz