Słowiańskie legendy: Błędne Ogniki, tajemnicze istoty z bagien

Panie i Panowie, chciałabym Wam dziś przedstawić pewną Słowiankę, która ożywia dawne słowiańskie legendy.

Twórczość Pauliny Śliwy uważam za wyjątkową z dwóch powodów. Pierwszy, moim zdaniem bardzo ważny, to to, że autorka odkopuje stare, rodzime legendy i nadaje im zupełnie nowego wymiaru. Nie tylko rysuje swoją interpretację tego co przeczyta, ale także opowiada i opisuje prastare legendy swoim obserwatorom. Pomaga im zwizualizować i przez to ożywić wierzenia naszych słowiańskich przodków. W końcu tak wiele wiemy o bogach greckich czy o mitologii egipskiej a o słowiańskiej raczej wciąż mało się mówi…

Drugi powód, dlaczego tak bardzo chciałam przedstawić Wam tę słowiańską rysowniczkę na moim blogu to to, że sami możecie się nauczyć rysować dzięki jej filmikom na YouTube. Paulina jest artystką, która nie zabiera całej swojej wiedzy dla siebie. Pokazuje cały proces tworzenia rysunków i daje innym podejrzeć co i jak robi.

Poprosiłam Paulinę aby opowiedziała Wam o Błędnych Ognikach i pokazała jak tchnęła życie w legendy, które o nich usłyszała. Zostawiam Was teraz z jej twórczością, filmikami, rysunkami i opowieściami.

Przyjemnej lektury!

paulina śliwa art rysunek słowianki demon świetlik błędne ogniki słowianie tradycjna tutorial




„…Chodzi po polach i drogach, i jak człowiek idzie, to palcem świecącym miga na niego i woła:

“Pódź, pódź”

Potem prowadzi go po bagnach, kępach, potokach, a jak się ma ku ranu, zaklaśnie w ręce, zaśmieje się i ucieknie.”

 –Wierzenia ludowe ze Suchej, 1910


Pomimo tego, że średniowieczni Słowianie byli znacznie bliżej przyrody niż my, to samotne wyprawy w dzikie miejsca nawet wtedy budziły wiele kontrowersji. Pomijając fakt iż postrachem były same dzikie zwierzęta, to historie o tym co działo się z samotnikami w dziczy zyskały masę różnych ubarwień i niektóre rosły do rangi legend. Przykładem może być legenda o Babie Jadze, która porywa swoje ofiary z zamiarem ich zjedzenia.

Jednak nie tylko złowrogich staruch ani krwiożerczych bestii się wystrzegano. Było bowiem również coś co nikogo nie atakowało, lecz kusiło. Ładne, świecące, tajemnicze, cichutkie. Duchy określane wieloma mianami, m.in. błędnych ogników, na zachodzie znane jako will-o’-the’wisp. Trudno dziwić się ich ofiarom że dały się skusić.

Błędnym Ognikom nie można wiele zarzucić prócz tego, że bez litości zwodziły zbłąkanych wędrowców w miejsca, do których normalnie by się nie zbliżyli. Zamieszkiwały one torfowiska i bagna choć i w innych miejscach ich nie brakowało – z reguły to właśnie z dróg i pól zwabiały ludzi na bagna. Formę miały różną, ale wszystkie opisy łączy jedna cecha – blask, czyli właśnie to co przykuwało uwagę. Tak więc błędny ognik mógł być niewidzialnym duchem, którego jedyną widoczną cechą były migocące światełka, małym płomykiem z ludzką twarzą, postacią trzymającą latarnię czy wysoką istotą o świecącej głowie. Zaciekawiony takim stworzeniem człowiek mógł przejść za nim kawał drogi zanim zorientował się że coś tu nie gra. Niestety nagrody za przebytą drogę nie przyszło się nikomu doczekać – ogniki znikają bez pożegnania, na czym najczęściej kończy się z nimi przygoda. W wyjątkowych sytuacjach nieszczęśnicy mogli dodatkowo zostać poparzeni przez ognika, a w innych okazywały się łaskawsze, prowadząc zbłąkaną osobę do domu. Wkręcenie się w taką “przygodę” brzmi jak absurd, ale jeśli błędne ogniki wyglądały tak jak ich różne interpretacje artystyczne, to można sobie wyobrazić, że nie trudno dać się zwieść na manowce.

Co ciekawe, mówiono, że błędne ogniki to pokutujące dusze zmarłych ludzi i jak to zwykle bywa, ludzie ci za życia byli nieskorzy do pomocy cierpiącym i samolubni. Panowało też przekonanie, że taki los jest zarezerwowany dla nieuczciwych geometrów próbujących przechytrzyć chłopów, podając fałszywe pomiary pól. To zdecydowanie nadaje błędnym ognikom oryginalny charakter i sugeruje, że tego typu nieuczciwość mogła być w tamtych czasach sporym problemem.

Błędne ogniki wiedziały co robią znikając stopniowo z naszych wierzeń. Wszak porównując naszą obecną kondycję fizyczną do kondycji naszych przodków oraz malejące zagęszczenie bagien, nie ma wątpliwości, że większość zwabionych wędrowców skonałaby w połowie drogi na moczary.



Facebook Comments

POCZYTAJ O: